Rozdział 2.

 Zamrugałam gwałtownie. Metal. Przyciemnione światło. Podekscytowane krzyki.
Koncert. DangerousWomanWorldTour. Moje życie.
Lekko zestresowana obciągnęłam bardzo krótkie, czarne, cekinowe spodenki i wzięłam głęboki wdech.  „Będzie dobrze.” pomyślałam „To tylko kolejny koncert.” .
Usłyszałam jak ostatnie nuty piosenki LittleMix się kończą i jak tłum fanów wiwatuje. Kątem oka zauważyłam jak Leigh-Ann, Jesy, Jade i Perrie rozgrzane i podekscytowane, chyba bardziej niż fani, wracają na Backstage. Cała trójka podskoczyła i przybiła w tym samym czasie piatkę, wydając okrzyk zadowolenia.
Uśmiechnęłam się i podeszłam do nich stukając botkami. Ciemny tusz z brokatem ciążył mi na powiekach i miałam ochotę wytrzeć go byle jaką ścierką.
– Dziękuję dziewczyny. – powiedziałam szczerze do LittleMix. – To było piękne. – Podsumowałam ich występ.
– Naprawdę nie ma za co. – Jesy machnęła lekceważąco dłonią. – Przecież dobrze wiesz. To nasza praca. A ty masz super fanów.
Roześmiałam się a trema lekko mi opadła.
– Przekażę. – odparłam. Ledwo co to dokończyłam a Scooter do mnie podbiegł krzycząc. Jego donośny głos było słuchać z daleka, ale dopiero kiedy był koło nas, zrozumiałam co mówi.
– Alarm! – krzyczał – Ktoś zadzwonił, że jest tu bomba. Cała Arena jest ewakuowana! Już! – pociągnął mnie i Perrie za ręce. – Uciekamy!
Dopiero teraz usłyszałam rozgorączkowane głosy dobiegające z słuchawki w moim uchu.
-Ariana, zgłoś się. Masz wyjść z Areny, rozumiesz? Masz wyjść z Areny. Alarm bombowy. Powtarzam, wyjdź z Areny. -usłyszałam kobiecy głos.
Popatrzyłam przerażona na Scootera i dziewczyny.
-Ale Toulouse! Nie mogę go tak zostawić! Jest w garderobie! -zawołałam. Musiałam po niego wrócić. Po mój telefon. Po wszystko.
– Twoja mama wzięła wszystko. Ariana! Musimy uciekać! – powiedział, jakbym była jakąś idiotką.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia ewakuacyjnego. Czerwony napis EXIT jaśniał przed nami jak zakaz STOP! ZWOLNIJ! CZERWONE!
Wokół nas mnóstwo ludzi biegało w tą i z powrotem. Nie panikowali. Byli na to przygotowani. Wyszkoleni.
Bardzo trudno biegło mi się w szpilkach. Krótkie nogi uniemożliwiały mi nadążanie za ochroniarzami i Scooterem. Zauważyłam jak drugi kordon ochroniarzy osłania LittleMix.
Gdy byliśmy na surowym i szarym korytarzu coś grzmotnęło i rozległ się huk. Zatrzymaliśmy się. Zauważyłam, jak przy wejściu ludzie uderzają w drzwi rękoma. Wychwyciłam wzrokiem spojrzenie Maca, który przybył na mój koncert. Był przerażony.
-Co tu jest grane? -zapytał samego siebie jeden z ochroniarzy i wyjął krótkofalówkę. – Do cholery,otwórzcie tę drzwi! -powiedział po czym rozległ się trzask i jakiś męski głos powiedział w krótkofalówce.
-Odcięto nam dostęp do wyjść, każdych. Tylko Wy zostaliście. Fani wyewakuowali się. Dzwonimy po pomoc. Bez odbioru.
„Odcięto dostęp do wyjść.” Te słowa grały mi w głowie cały czas. Jakim cudem? Gdzie bezpieczeństwo? A jeżeli bomba wybuchnie? Jeżeli to nie fałszywy alarm?
Przecisnęłam się między ochroniarzami i ruszyłam w stronę Maca.
Kiedy już miałam dotknąć jego wytatuowanej dłoni Areną wstrząsnął straszliwy huk, który aż mnie zagłuszył. Odwróciłam się do tyłu i zauważyłam jak strop zapada się pod dziewczynami i obsługą a pył i kurz zaslaniają mi widok.
Wybuchła panika i zaczęliśmy przyciskać się do drzwi i próbować je wyrwać. Wykopać. Cokolwiek.
Były zbyt potężne.
Jęknęłam z bezsilności i wtedy Areną wstrząsnął drugi wybuch.
Zauważyłam tylko jak się przewracam i zobaczyłam całkowitą ciemność. Jakbym wpadała w otchłań.

*

*
Drgnęłam ręką. Niemal od razu poczułam ogromny ból przeszywający ją i moją klatkę piersiową.
Wszędzie panowała szara ciemność. Pyłki tynku i kurzu wirowały w powietrzu, drażniąc moje nos, usta i oczy. Zakasłałam.
Byliśmy pod zawaloną Areną.
Bomba.
Przecież wszytko było w porządku, skąd nagle ładunek? I po co? Kto miał zamiar mnie zabić?
Syknęłam z bólu, gdy chciałam ruszyć prawą nogą. Była na 100% złamana.
Leżałam twarzą do góry w bardzo wąskiej i ciasnej szparze między betonowymi pozostałościami ścian Areny. Nie miałam nawet jak ruszyć głową bo od razu trafiłabym sobie kamieniem w skroń. Usta znajdowały się zaledwie dwa centymetry od ściany ,która zamknęła mnie w niczym trumnie. Przez trochę dużą wnęke w ścianie słyszałam głosy przerażonych osób.
Byliśmy pod rumowiskiem.
A gdzie Mac? Pamiętałam jak już miałam wybijać drzwi razem z innymi kiedy rozległ się drugi wybuch. A Mama? A Bri? Toulouse? Czy oni wszyscy żyją?
-POMOCY! – wykrzyczałam i od razu zakasłałam.
Nagle głosy zza ściany ucichły. Następnie rozległ się szept:
-Ariana?
O mało co nie popłakałam się z ulgi. To był głos mamy.
-Tak, mamo. To ja. Nic ci nie jest? -zapytałam z troską.
-Mam tylko złamaną lewą nogę i zwichnięty nadgarstek. Lekarze się mną zajęli. Tobą też się zaraz zajmą. -teraz już prawie krzyczała.
Zmarszczyłam brwi. „Lekarze?”
-Mamo, czy uderzyłaś się w głowę? -zapytałam się jej ostrożnie. Musiała mieć jakieś halucynacje albo zwidy. „Gdzie tu lekarz? Jesteśmy w jednej wielkiej trumnie! „
-Trochę kochanie, ale nic to nic poważnego. Małe rozcięcie. Zaraz zabiorą mnie do szpitala. -odparła.
-Ale mamo… jesteśmy pod rumowskiem pełnego betonu i drutów. Jak ty chcesz się stąd wydostać? Mamo, masz problem. Boli Cię ta głowa? Masz zły kontakt z rzeczywistością! – uświadomiłam jej. „Jest bardzo źle…”
-Ari, to nie tak. Mnie już wyciągnęli. Gdyby nie to, że krzyknęłaś to byśmy cię nie zauważyli. -teraz do mnie mówił do mnie barwny, męski głos.
Zakasłałam.
-Jak to nie zauważyli? Nie przeszukujecie rumowiska?!- byłam oburzona.
-Przeszukujemy. Przeszukujemy. -powtarzał mężczyzna. – Już wszystkich prawie wydostaliśmy. Tylko, że ty.-zawachał się. -Ty byłaś martwa.
O mało nie uderzyłam czołem o ścianę. JAK TO MARTWA? Przecież żyję, oddycham, ruszam się. Czuję ból,więc żyje.
-Przez tą wnęke, gdy cię odnaleziono zbadaliśmy ci puls. Nic. Żadnego tętna. Już właśnie wołaliśmy strażaków by wyciągnąć cię i walczyć o twoje funkcje życiowe kiedy zawołałaś o pomoc. -opowiadał.- Nie bój się. Zaraz Cię stąd wyciągniemy.-powiedział i krzyknął głośno. Coraz więcej ludzi słyszałam za ścianą. -CHRIS! DAJ WYŻYNARKE! ARIANA ŻYJE!
Coś zaszurało i znowu odezwała się mama.
-Ari,teraz się nie ruszaj. To cud. Cud że żyjesz. Ludzie mówili że największy odłamek właśnie ciebie przygniótł. Jakimś cudem wylądowałaś przy samym chodniku płytko pod rumowiskiem…
-Mamo, jestem w wielkiej trumnie. Proszę,wyciągnięcie mnie stąd?
-Tak, kochanie. Już panowie wynajmują sprzet. Teraz się nie ruszaj.
„Jakbym miała jeszcze miejsce do tego…”
-A Mac? Co z Mac’iem? Tancerze? Little Mix? Ktoś umarł?
Mama mi nie odpowiedziała bo usłyszałam mechaniczny zgrzyt nade mną. Ktoś odciął kąt trumny i do środka wpadło słoneczne światło i głośne głosy osób. Zobaczyłam twarz młodego ratownika.
-Jest tutaj, tak. Trzeba ją wyciągnąć tak aby nie zawaliła się konstrukcja tego prostokąta, bo wszystko zawali się na nią.- zawołał do tyłu. Podał mi coś białego i chropowatego. Ledwo przecisnął to. -Załóżysz to? Masz jak?
Kołnierz ortopetyczny. Sięgnęłam po niego i uniosłam głowę by to sobie zapiąć. Uderzyłam się w nos.
Syknęłam z bólu, ale jakoś udało mi się założyć kołnierz. Ktoś musiał nade mną czuwać.
-Już.-wychrypiałam.
-Dobrze, a teraz Cię wyciągniemy. Co cię boli ,Ari? -zapytał.
-Noga. Chyba jest złamana. I głowa. I ręce. Wszystko. – Byłam załamana.
-Spokojnie. Już cię wyciągamy. – odwrócił głowę. – Nie weźmiemy ją przez ten otwór. Trzeba podważyć, to co zamknęło ją tam. – I znikł gdzieś.
Po chwili usłyszałam szuranie gdzieś nad moimi oczami. Wnęka drgnęła a pył dostał się do środka. Zakasłałam.
Ktoś uruchomił maszyne. Metaliczny zgrzyt roznosił się wokół mnie, ogłaszając.
Pokrywa spadła na bok a mnie oślepiło słońce. Nie bolocą dłonią zakryłam twarz. Zauważyłam, że jestem cała w białym pyle.
Wyciganieto mnie specjalnymi pasami i nagle znalazłam się na noszach. Założono mi maskę tlenową a siwy lekarz sprawdził mi puls w nadgarstku.
-Lepiej niż wcześniej. Zabieramy cię do szpitala.
Wprowadzono mnie do karetki. Kątem oka zobaczyłam Jesy z ręką w szynie i Pierrie z krwawiącą brwią. Siedziały przy rampie do drugiej karetki.
W środku zauważyłam Arenę. Albo to co z niej pozostało. Był to jeden, wielki, kopiec betonu. A dopiero miałam mieć tam koncert…

3 komentarze

  1. Ola
    23 stycznia 2017 at 19:06

    Super! A będzie kontynuacja 2 rozdziału, był bardzo ciekawy

  2. #AdminPat
    24 stycznia 2017 at 03:03

    Już jest ❤

  3. Patrycja
    23 kwietnia 2017 at 02:31

    kiedy nowy rozdział?

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.